Fineasz cicho zamruczał krzywiąc się ze znacznym
niezadowoleniem kiedy poranne promyki słońca leniwie wdarły się do wnętrza jego
dość ciemnego pokoju przez niezasłonięte okno co spowodowało niezwykle
drażniącą poświatę. Młody mężczyzna niechętnie, ospałym ruchem podniósł się z
łóżka, aby zasłonić szybę i dalej móc spokojnie usnąć jednak w tej samej chwili
purpurowy budzik stojący na ciemno brązowej półce dość wyraziście dał o sobie
znać. Flynn wyszeptał pod nosem sznur bardzo dobrze znanych mu przekleństw po
czym strącił znienawidzony przedmiot na podłogę, który z głośnym trzaskiem
rozbił się na miliony malutkich okruchów niczym bombka choinkowa w rękach
małego dziecka. "Masz za swoje", pomyślał mijając plastikowe
kawałeczki.
Trzy godzinny sen mocno
dawał się we znaki u Danvilleczyka, który był zmuszony przez całą, pozornie
krótką drogę do maleńkiej kuchni szczypać i szarpać skórę na swoich bladych
dłoniach, tylko po to aby nie zasnąć. Jedyną rzeczą, której nadzwyczaj w tym
momencie pragnął była filiżanka mocnej, prawdziwej kawy na rozbudzenie.
Niebieskooki w zadziwiająco szybkim tempie zaprzyjaźnił się z jeszcze całkiem niedawno
znienawidzoną kofeiną fakt ten bardzo go przerażał, co nerwy i stres może
zrobić z człowiekiem... Odkąd we wtorek Van Stomm mianował go głównym zarządcą w
sprawie panny Flynn po dzień dzisiejszy czyli czwartek spał może dziewięć lub
dziesięć godzin, to również było dla niego śmiertelną dawką.
Kiedy tylko chłopak
stanął przy kuchennym blacie ocierając oczy sięgnął po mały, elektryczny
czajnik, który zapełnił wodą następnie ustawiając go na podstawce i naciskając
czerwony guzik. Poprzednią "mantrę", która brzmiała "nie
zasypiaj, nie zasypiaj" zastąpiła "ucisz się, ucisz się" połączona
z morderczym spojrzeniem posyłanym w kierunku nieustannie gwiżdżącego i
bulgoczącego urządzenia gotującego wodę. Fineasz był już pewien, że oprócz kawy
zasmakuje dzisiejszego ranka również przynajmniej dwóch dość mocnych tabletek
na ból głowy.
Zaraz po zalaniu aromatycznie
pachnącej kawy wodą z bulgoczącego czajnika chłopak usiadł na zimnych, szarych
panelach popijając łykiem gorzkiego, parzącego napoju białe tabletki, których
pudełko odnalazł na blacie kuchennym. Flynn zignorował ból podniebienia i
wielokrotne ostrzeżenia matki na temat picia wrzątku i mieszania leków z kawą.
Oparł swoją obolałą głowę o brązową szafkę powoli osuwając się na posadzkę, a
jego myśli krążyły jedynie
wokół ukojenia jaki przynosi sen. Chłopak nie widział nawet najmniejszego
zakłopotania z powodu narastającego pulsowania prawej
skroni, czuł jak odpływa i nie stawiał temu nawet najmniejszego oporu. Chciał
po prostu iść spać.
W tej samej chwili kiedy
z ręki Fineasza powoli wyślizgiwała się szklanka z gorącym napojem chłopaka na
dobre wybudził głośny trzask drzwi wejściowych.
–
Niańka Ferb przybywa na czas... Z małym opóźnieniem, ale powiedzmy, że na czas
– Fletcher wbiegł zdyszany do kuchni głośno krzycząc i rzucając klucze do
mieszkania chłopaka na mały, brudny stolik. – O chłopie...
Zielonowłosy złapał się za
głowę widząc nie tylko stan pomieszczenia, ale i swojego przyjaciela z pracy.
– Z małym – powtórzył
sucho Flynn uderzając tyłem głowy o szafkę następnie całkowicie zsuwając się na
podłogę, której chłód w tym momencie wydawał się być wręcz idealnie kojący.
Odstawił napój na
posadzkę pchając go wierzchem dłoni odrobinę dalej, aby przez przypadek nie
wylać jego zawartości na siebie. Miał wystarczającą ilość problemów związanych
zarówno z jego zdrowiem psychicznym jak i fizycznym, więc uznał, że kolejny nie
jest mu raczej potrzebny do szczęścia.
– Hej, myślałem, że
skoro jesteś dwudziestotrzyletnim policjantem umiesz o siebie w miarę dobrze
zadbać oraz pilnować swoich godzin pracy, wyglądasz co najmniej żałośnie. –
odparł Ferb unosząc ręce do góry po czym strącił brudną, przepoconą koszulkę z
drewnianego krzesła i usiadł na nim.
–
Całe moje życie jest żałosne, przekopałem sterty akt policyjnych i nic.
Rozumiesz? Johnson był trzykrotnie jakkolwiek karany... Przez nauczycieli lub
dyrektora szkoły. Co prawda raz straszyli go sądem, ale miał nieźle nadzianych
rodziców i pieniądze jak zwykle okazały się idealnymi drzwiami do zamknięcia
się – wymruczał Danvilleczyk wierzchem dłoni bezwiednie jeżdżąc po zimnej
posadzce.
– Karany?
– Nadpobudliwość, pobił
kolegów i tyle –
mruknął z wyraźnym zniechęceniem.
Ferb sięgnął po leżącego
na stole crunchiego po czym ze smakiem ugryzł kawałek marszcząc brwi.
– Cóż, może
przesłuchajmy jego rodziców, myślę, że przynajmniej trochę potrafią pojąć
powagę sytuacji i zrozumieją, że fałszywe zeznania wpłyną na niekorzyść zarówno
ich jak i syna.
- Strzel sobie kulką w
głowę i jeśli trafisz tam gdzie oni zapytaj się ich, a kiedy już ci powiedzą to
nawiedź mnie w nocy wraz ze świeżutkimi informacjami - czerwonowłosy westchnął
podpierając się z tyłu rękami i powoli podnosząc.
- Czyli równie dobrze
możemy przesłuchać Fredkę - brunet odparł z kpiną w głosie przeżuwając kolejny
kęs batona.
Czekał
aż Fineasz się zaśmieje jednak kiedy taka chwila nie nastała podrapał się
zniesmaczony w tył głowy uświadamiając sobie, że skoro nawet Danvillenczyk,
którego narodowość słynie z wiecznie dobrego humoru nie ma ochoty na żarty jest
doprawdy źle.
*
Po długim, wąskim
korytarzu roznosił się charakterystyczny odgłos kroków stawianych w ciężkich
policyjnych butach. Chłód emanował nie tylko od szarych ścian czy białego
sufitu pomalowanego farbą olejną, ale również i ciszy zakłócanej jedynie
stukotem obuwia. Po zimnej posadzce wyłożonej czarnymi płytkami pewnie stąpały
trzy osoby: Flynn, Fletcher i Dziobak. Ich cienie leniwie przesuwały się wzdłuż
ścian co dodawało tajemniczej atmosfery. Każdy z nich miał wiele
do powiedzenia, jednak żaden nie odważył się póki co odezwać. Woleli milczeć
nie chcąc tego pozornie niemiłego momentu zepsuć.
Fineasz spojrzał
ukradkiem na idącego po jego lewej stronie Pepe, którego mimo wiecznie
otaczającej go ciszy nie dało się zapomnieć z powodu wyjątkowo turkusowej
sierści i przyjaznego błysku w oku. Posterunkowy wydawał się być bardzo miłą
osobą, jednak niebywale zamkniętą w sobie i nieśmiałą co dodawało mu w pewnym
stopniu uroku.
-
Więc… - zaczął powoli Flynn. Stwierdził, że skoro to właśnie on ma wszystkie
odziały londyńskiej policji na każde swoje wezwanie musi wziąć się na odwagę. –
Co chciałeś mi powiedzieć, posterunkowy Pepe.
cicho
odchrząknął drapiąc się w tył głowy.
- Jest tu pewna
dziewczyna, która uparcie twierdzi, że dużo wie w sprawie Fredki Flynn, jednak
chce rozmawiać tylko i wyłącznie z panem.
Fineasz
zaśmiał się gorzko w duchu, doskonale wiedział, że Pepe jest od niego
starszy przynajmniej cztery lata i to, że nazywał go „panem” wydało mu się
okropnie idiotyczne i może odrobinę żenujące? Aż tak staro wyglądał? Aż tak
źle?
- Tylko ze mną? W cztery
oczy, tak? – chłopak przystanął czekając na to, aż turkusowosierściowy skinie
głową.
- Tak, wydaje mi się
jednak, że najlepiej będzie jeśli zaprowadzimy ją do pokoju pełnego ukrytych
kamer i tam ją pan…
- Bądźmy
sobie na „ty” – Fineasz nie wytrzymał więc skrzywił się z niezadowoleniem
przerywając mu.
-
Dobrze – wyjąkał Pepe. – Tam ją przesłuchasz, a jeśli będzie chciała coś
kombinować spokojnie ją na tym przyłapiemy, wydaję się być sprytna, ale na
takie też jest sposób.
-Okej, więc zaprowadź ją
tam, zaraz dołączę – Flynn rozkazał starszemu po czym pociągnął Ferba za ramię
w głąb korytarza.
Chłopak
rozważał czy dobrze postąpił, jednak co mogłoby być w tej decyzji złego? Może
trafić na zwykłą dziewczynę, która coś o tym wie i im pomoże, lub na oszustkę,
która brała w tym udział co tak czy siak da im liczną przewagę i dobrą drogę do
zakończenia tej sprawy. Nie ma nic do stracenia.
- Staraj się wyglądać
seksownie, dziewczyny i tak lubią facetów w mundurach, ale to da ci kilka
plusów – zaśmiał się Ferb mrugając do kolegi.
- Fletcher, mamy sprawę
zabójstwa młodej dziewczyny, a ty próbujesz mi znaleźć dziewczynę, przestań –
warknął Fineasz strzepując niewidzialny pył ze swojego ramienia. Faktem jednak
jest, że w głębi zarumienił się, ponieważ to wydawało mu się niezwykle miłe,
nie tylko dlatego, że kolega mu pomaga, ale i w pewnym stopniu musi uważać go
za atrakcyjnego.
- Właśnie tak, ma być
poważnie i oficjalnie – z gardła Ferba wyrwał się niski chichot co wywołało u
Finesza falę gniewu, jednak postanowił on zapanować nad nią, ponieważ to, co
mógłby pod jej wpływem zrobić jedynie pogorszyłoby sytuację.
- Widzimy się za
godzinę, zrób coś przynajmniej raz dobrze i dokładnie przeszukaj akta chłopaków
z tego zespołu – mruknął czerwonowłosy napięcie się odwracając i ruszając w
kierunku sal przesłuchań.
- Ja przynajmniej pilnuję
swoich obowiązków! – krzyknął rozbawiony Ferb aby odgryźć się koledze jednak
ten zignorował to idąc dalej.
Młody mężczyzna
przystanął obok wejścia do jednej z sal przesłuchań tuż przy czekającym już na
niego Pepe. Czerwonowłosy widząc go przyjaźnie się uśmiechnął podając mu
wypełnione akta dziewczyny.
- Wiesz co masz
robić – Dziobak zdobył się na mrugnięcie po czym wskazał dłonią na wejście do
pomieszczenia.
Wchodzącego do sali
młodego mężczyznę uderzył mocny zapach pomarańczy pomieszanej z narcyzem co od
razu przyniosło mu na myśl
Youth Dew, perfumy, które wręcz ubóstwa żona jego brata. Pierwszym skojarzeniem
Fineasza z tą wonią była zadziorność i nieprzewidywalność co według niego nie
wróżyło nic dobrego.
Flynn spokojnie
przemaszerował w kierunku stolika, przy którym siedziała wysoka blondynka o
zabójczo porywających niebieskich
oczach. Jej usta ozdabiała mocna, czerwona szminka, a rzęsy dość wyraziście
podkreślone były czarną mascarą, co tylko przekonało Flynna o jej
prawdopodobnej zadziorności.
- Cześć – dziewczyna
promienie uśmiechnęła się na widok czerwonowłosego. – Pan Flynn? – zagryzła
wargę niepewnie skanując twarz chłopaka.
- Tak, zgadza się –
Fineasz głośno przełknął ślinę widząc dziewczynę, która całkowicie go
rozproszyła. – Tak – powtórzył widząc ukradkiem jak zakłada nogę na nogę
pod metalowym stolikiem.
Trwało to naprawdę
długo, szczególnie punktem widzenia Fineasza, który stracił rachubę czasu w tym
samy czasie, kiedy ujrzał delikatne dołeczki w policzkach dziewczyny. Po prostu
stał tam jak słup dokładnie mierząc ją i jej wymiary wzrokiem oraz co rusz
głośno przełykając ślinę czy najszybciej jak się dało mrugając. Chciał się
wybudzić, wiedział, że wygląda to trochę mało profesjonalnie. Mogło również mu
się wydawać, ale miał dziwne w uczucie, że w pewnym momencie nieświadomie
uśmiechnął się.
- Już? – dziewczyna
głośno zaśmiała się widząc stan w jakim jest chłopak
Właśnie w tym momencie
bańka nieodwracalnie prysła. Chłopak potrząsnął rozkojarzony głową po czym
podrapał się w tył głowy. Dotarło do niego, że wszystko co robi jest złe (w tej
samej chwili również zrozumiał, że całe jego życie jest wadliwie wykonanym
błędem, ale to już rozdział poświęcony dla innej opowieści). Pomyślał, o tym,
że może jednak Ferb miał rację? Może on faktycznie jest dużym dzieckiem, które
niewystarczająco dorosło do prawdziwego życia? Nie chciał o tym myśleć i nie
mógł, teraz musiał zająć się pracą.
- Tak, przepraszam –
odchrząknął siadając na niewygodnym krześle naprzeciwko dziewczyny. –
Zamyśliłem się – dodał po chwili co wywołało chichot u niebieskookiej i nie, Fineasz
wcale nie uznał tego za słodkie. To nie czas na miłosne, nastoletnie problemy
niczym z kiczowatych seriali, które oglądają stare panny lub samotne rozwódki.
- A więc, Amando –
zerknął w akta, aby upewnić się, że nie przekręcił imienia. – Jak dużo wiesz w
tej sprawie?
- W sumie, to niewiele,
ale wydaje mi się, że jest to dość istotna sprawa, co powoduje, że całkiem
sporo – zaczęła kładąc dłonie na chłodny stolik, a kiedy Fineasz skinął głową w
geście, że słucha kontynuowała. – Dosłownie kilka minut przez tym jak przed
apartamentem zgromadziły się miliony policyjnych radiowozów, karetka i straż
pożarna z posesji wybiegł pewien chłopak.
- Jeszcze przed…
- Tak, kilka sekund
przed pojawieniem się sprzątaczki na horyzoncie, właśnie wtedy wracałam z
zakupów i wnosiłam torby do domu, kiedy on biegł i wytrącił mi jedną z rąk,
chamstwo, ale widać było, że bardzo mu się spieszyło. Myślałam, że to kolejny
zawiedziony kochanek Fredki, może się pokłócili, albo coś…
-
Wybiegł z domu? – Fineasz zmarszczył brwi.
- Nie, nie widziałam
tego, jedyne co pamiętam to to jak biegał wokół niego – Amanda zmarszczyła
czoło w celu przypomnienia sobie wszystkich szczegółów. – Coś jakby go okrążał,
kręcił się obok niego. Dużo zaglądał w okna!
Fineasz
zanotował każde słowo wypowiedziane przez dziewczynę w aktach po czym uniósł
wzrok znad kartki.
- Wszystko? Masz
podejrzenia kto to?
- Tak mi się wydaje –
Amanda uśmiechnęła się chłodno. – Heinz Dundersztyc.
-
Dziękuję – czerwonowłosy nawet nie pofatygował się powiedzieć coś na pożegnanie
dla dziewczyny ponieważ doskonale wiedział, że skończy się to kolejnym
osłupieniem i zbłaźnieniem się przed osobą płci przeciwnej.
Wstał z krzesła co
wywołało głośny trzask ocierającego się metalu o posadzkę po czym ruszył w
kierunku drzwi zamykając je z hukiem.
- Co to było, to na
początku, Flynn? Hm? – zaśmiał się Fletcher z wielkim uśmieszkiem wpatrując się
w ekran laptopa, na którym widać było podgląd z jednej z kamer.
- Daruj sobie, to chyba
norma, co? – Fineasz rzucił akta o biały stolik patrząc na Pepe i Ferba ,
którzy popijali kawę w niebieskich kubków.
Danvillenczyk postanowił
zrzucić winę na swoją płeć. Stwierdził, że u samotnego faceta w jego wieku
takie stany czy patrzenie się na piersi, lub pośladki są jak najbardziej
normalne. Oczywiście tych ostatnich wcale nie próbował robić, prawda, panie
Flynn?
- Muszę ci znaleźć
dziewczynę – Ferb westchnął odstawiając kubek na bok.
Fineasz już otwierał
usta, aby mu się jakoś odgryźć kiedy nagle poczuł znajome wibrowanie w kieszeni
i dźwięk dzwonka.
-
Słucham? – czerwonowłosy wymamrotał z wyraźną niechęcią po naciśnięciu na
zieloną słuchawkę.
W słuchawce zabrzmiał
niski, zdenerwowany głos.
- Flynn, przyjeżdżaj,
mamy kolejne morderstwo…
*
Fineasz wraz z Ferbem i
Pepe wyszli z policyjnego radiowozu podążając w stronę malutkiego,
jednopiętrowego domku znajdującego się na dość spokojnych obrzeżach
zatłoczonego Londynu. Minęli się z kilkoma komisarzami wymachując im
policyjnymi legitymacjami przed nosem po czym przeszli przez żółtą taśmę i
znaleźli się na wyłożonym kamieniami chodniku prowadzącym do małego, zadaszonego
czerwoną blachą ganku. Weszli do domu i od razu każdego z nich uderzyła mocna,
drażniąca nozdrza woń
dymu. Déjà vu?
- Flyyn!Jak dobrze cię
widzieć, przybywasz w samą porę! – Fineasz rozpoznał Baljeeta Rutherforda, aspiranta, który zajmował się
zachodnimi obrzeżami Londynu.
-
Cześć, Baljeet – Czerwonowłosy
uścisnął jego wyciągniętą dłoń i obrócił się wokół własnej osi.
- Czyj to tak właściwie
dom? – wskazał na malinową ścianę zapełnioną fotografiami, chłopak miał dziwne
wrażenie, że jedna z twarzy znajdująca się na niektórych z nich jest mu skądś
dobrze znana.
- Państwo Hirano, bardzo
przyjazna rodzina, aż żal serce ściska kiedy pomyślę o tym, co się wydarzyło.
Żadnych wrogów, spokojni ludzie, a dziś ich córkę Stefę znaleziono…
- Chwila.
Stefa Hirano? – Fineasz zamarł. Nie mógł uwierzyć, że ciemnowłosa nie żyje,
ponieważ zaledwie wczoraj z nią rozmawiał.
Rutherford skinął głową
- Znasz ją?
- O Jezu… To jest
niemożliwe! – Fineasz zaśmiał się gorzko. – Jeszcze wczoraj ją przesłuchiwałem
w sprawie Fredki Flynn.
Flynn usłyszał ciche
„oh” Baljeeta po
czym głośno westchnął. Trzy rzeczy były już pewne: Fredka nie mogła popełnić
samobójstwa, to nie był przypadek i sytuacje będzie szła coraz dalej. Fineasz
przeklął w duchu zdając sobie sprawę z powagi tej sytuacji. Zrozumiał, że
kolejne osoby również będą mordowane z nikomu niewiadomego powodu.
-
Ferb – Danvillenczyk zaczął opanowanym tonem. – Zabezpiecz dokładnie oba
zespoły, najlepiej gdybyś zamknął ich w jakiejś klatce czy czymś podobnym…
- Mam dać ich pod ostry
nadzór? – Ferb zmarszczył czoło nie bardzo rozumiejąc słowa kolegi z pracy.
- Mamy wiedzieć co
robią, mieć ich pod ochroną, Ferb! – Fineasz powoli wpadał w szał, głośno
krzyknął jednak widząc przerażoną minę Pepe uspokoił się poprawiając krawat. –
Natychmiast.
-
Byłoby dobrze gdybym zorganizował kolejne przesłuchanie? – wyjąkał Pepe drapiąc
się w tył szyi. Niepewnie spojrzał na Fineasza nie wiedząc jak zareaguje.
Fineasz
odchrząknął, czuł rosnącą w jego gardle bolesną gulę.
- Tak, byłoby dobrze –
odparł po czym Johnson ruszył za Fletcherem w kierunku głównych drzwi domu.
Młody mężczyzna
dokładnie przeskanował wzrokiem jasne pomieszczenie, które uznał za salon po
wielkim telewizorze w rogu i kanapach po czym w szybkim tempie odwrócił się w
kierunku aspiranta Rutherforda kiedy ujrzał wynoszone zwłoki dziewczyny. Poczuł
nieprzyjemny, zimny dreszcz na dole jego kręgosłupa.
- Jacyś świadkowie?
- Jeden - Baljeet zakołysał się do tyłu i do przodu na piętach
jednocześnie wyjmując z tylnych kieszeni czarnych spodni zwój papierów. –
Straszy pan, sąsiad.
- Widział coś? – mruknął
lekko poddenerwowany.
- Jednego chłopaka,
który wychodził z domu kilka minut przed tym jak weszła do niego rodzina i
znalazła Stefę.
- Znasz jego imię i
nazwisko czy nie? Współpracuj do cholery! – Fineasz warknął zirytowany całą
sytuacją choć mógł to również być skutek uboczny niezwykle nasilonych
nerwów.
- Heinz Dunderstyc.