*
Fineasz upił
ostatni łyk swojej już czwartej kawy tej nocy przerzucając kolejną
kartkę.
Młody mężczyzna skrzywił się na smak goryczy w ustach po czym odstawił
beżowy
kubek z głośnym hukiem na jasny, sosnowy stolik. Sprawa tak jak ocenił
na
pierwszy rzut oka była wielką plątaniną, gdyż dwudziestoletnia Fredka w
swoim krótkim życiu pełniła pracę jako piosenkarka na światową skalę z
chłopakiem o podobnym stanie co dawało milion
różnych przypuszczeń. Fan, fanka, chociażby kolega z pracy zarabiający
więcej,
to mógł być każdy co bardzo utrudniało całą sprawę.
- Ferb, sprowadź mi tu natychmiast oba te zespoły! – krzyknął czerwonowłosy podrywając
się gwałtownie z miejsca co sprawiło lekki podmuch wiatru. Teraz dzięki temu
cała górna warstwa kartek znalazła się na podłodze.
-
To nic nie da, zespół tej dziewczyny ma od dwóch tygodni urlop, więc każda z
nich prowadzi w miarę spokojne życie w swoim rodzinnym domu, a chłopaka w
trasie koncertowej po Ameryce… - mruknął niechętnie Ferb zmieniając pozycje na
teoretycznie wygodniejszą.
Jedyną
osobą, której niebieskooki ufał w stu procentach był Fletcher, który nie licząc
wszystkich działów policyjnych z okręgu całego Danvill, psychologów i
detektywów, których miał na wyciągnięcie
ręki pomagał mu przy tej żmudnej pracy. Ten jednak niestety preferował smaczną drzemkę
chociażby na niewygodnej kanapie w
policyjnym biurze niżeli całonocne przeglądanie akt.
-
Natychmiast – z lekka zniecierpliwiony Fineasz powtórzył ostrym tonem. Doprawdy
trudno było ruszyć jego stalowe nerwy, jednak Fletcher powoli dążył już do perfekcji w
tej dziedzinie.
*
W
powietrzu unosił się ostry dym papierosowy, który wydobywał się prosto ze szluga Fletcher. Mężczyzna ostatni raz, mocno zaciągnął się tytoniową wonią, po czym
cisnął „zatruwaczem” (jak to zawsze mawiała jego matka) w czarną, kwadratową
popielniczkę.
Pokoik
był mały, jednak nie sprawiał poczucia babcinej przytulności. Szare ściany i ciemna,
brązowa podłoga oraz małe, zakratowane okna twardo uniemożliwiały to. Przy ścianie
stały trzy krzesła, a naprzeciwko ich jeszcze jedno, które dumnie zajmował Ferb Fletcher. Mężczyzna na zmianę wpatrywał się to w dokumenty, to w siedzące
przed nim przerażone dziewczyny.
-
Komplet – mruknął jakby sam do siebie.
Drobna
dziewczyna o brązowych włosach, która (według jego domysłów) nazywała się Vanessa zwróciła jego uwagę.
-
Właściwie to nie, brakuje Fredki.
Ferb
zaśmiał się gorzko w duchu. Dokładnie w tej sekundzie uświadomił bowiem sobie,
że za chwilę będzie musiał powiadomić trzy młode dziewczyny o śmierci ich
przyjaciółki. Coś, w głębi Fletchera gwałtownie się poruszyło sprawiając ból.
Stres? Strach? Nic z tych rzeczy. Należało to według jego do rzeczy tysiąckroć
gorszych niż zżerający cię stres przed ważnym sprawdzianem czy też lęk po
obejrzeniu horroru. Równało się to bardziej do boleści związanej ze złamaniem
nogi bądź wbiciem noża w rękę.
-
To, co zaraz powiem… nie będzie należało do tego, co najmilsze – wychrypiał. –
Wczoraj po południu znaleziono ciało Ferdki.
Nastąpiła
cisza, która pożerała każdego znajdującego się w pomieszczeniu od środka. Vanessa
boleśnie, aż do pobielenia knykci zacisnęła pięści, dało się zauważyć jak
bardzo próbowała się nie rozpłakać. Zuzia, która przedstawiła się Ferbowi zaraz przed wejściem do pokoiku otarła jedną, samotnie spływającą po
policzku łzę, która niczym ciężarek na sznurku pociągnęła za sobą następne. Jesy
za to schowała twarz w dłoniach, jakby chcąc odizolować się od wszystkiego, co
ją otacza.
Nagle
z osłupienia wszystkich wyrwała Zuzia, która niczym wyłowiona z wody
zaciągnęła się powietrzem odzyskując „przytomność”.
-
Czy Jeremiasz o tym wie?
*
Zaraz obok, we wręcz identycznym
pomieszczeniu odbywała się podobna rozmowa, w tej jednak brali udział sami
mężczyźni.
Fineasz mruknął kilka
niezrozumiałych przekleństw kiedy przez przypadek zatrzęsły mu się ręce i upuścił
wszystkie kartki na ziemię. Czerwonowłosy pośpiesznie pozbierał wszystkie papiery i z
powrotem usadawiając się na kancie taniego biurka przeleciał wzrokiem po
zdezorientowanych twarzach chłopaków siedzących przed nim.
On znał już całą prawdę, a w
dodatku nie zginął nikt z jego rodziny co wywołało u niego o wiele mniejszy
smutek niżeli kiedy umarłby ktoś mu bardzo bliski. Potrafił jednak doskonale
wyobrazić sobie to, co czuję się zarówno siedząc w niepewności jak i wiedząc już
wszystko.
- Cześć – zaczął cicho, jednak
wypowiadanie dalszych słów uniemożliwiła mu ogromna, gromadząca się w jego
gardle gula.
Niebieskooki cicho odchrząknął.
- Cześć, jestem Fineasz Flynn z Danvillskiego Wydziału Policji Kryminalnej, spokojnie możemy być sobie na
„ty”, jestem jakby nie było niewiele od was starszy, prawda? Nie
musicie się
stresować, żadnemu z was póki co nie grozi nic złego, jednak jesteście
tu by
dowiedzieć się czegoś…
Niebieskie oczy dokładnie zbadały
reakcje każdej twarzy. Nie było dla niego zdziwieniem, że zagościł na nich jeszcze
większy lęk.
- Jestem Lawrence, ale tak właściwie
czego się dowiedzieć? – odezwał się najbliżej siedzący okna brunet marszcząc
brwi.
W gardle Fineasza zagościła
kolejna, nieprzyjemnie drażniąca gula, która tym razem była znacznie większa od
swojej poprzedniczki. Chłopak powtarzał sobie w duchu, że tak tylko mu się
wydaje, jednak kiedy spróbował wypowiedzieć jakieś słowo przekonał się, że jest
przeciwnie niż sobie wpaja. Mógł spokojnie dać uciąć sobie rękę w zakładzie, że
denerwował się równie co siedzący przed nim Lawrence, Louis i Jeremiasz, których imiona
znał z akt.
Wreszcie wziął się na odwagę,
aby wychrypieć:
- Wczoraj w okolicach godziny
piętnastej znaleziono ciało Fredki Flynn w jej domu, w Danvill.
Podobnie jak w pokoju obok
zapadła teraz okropna, grobowa cisza. Liam nie dowierzał, próbował nawet dopatrzeć się
w twarzy policjanta chociażby krzty drwiny czy oznaki głupiego żartu, jednak
szybko dotarło do niego, że nie miałoby to nawet najmniejszego sensu. Siedzący
pośrodku Louis podobnie jak Jesy schował swoją twarz w smukłych dłoniach.
- Żartujesz sobie? Żartujesz! Czy ty siebie słyszysz? Ona nie mogła zginąć, jest młoda, ma przed
sobą całe życie… Powiedz jeszcze, że mnie podejrzewacie o to zabójstwo, a będą
mnie od ciebie odciągali – ryknął Jeremiasz gwałtownie wstając.
Chłopak powoli zbliżał się na
niebezpieczną odległość do Fineasza, jednak ten ani drgnął, nawet nie przejmując się
tym. Spodziewał się różnych reakcji i tak właśnie wyglądała jedna z nich. Na
ramieniu Johnsona szybko znalazła się ręka Lawrence, która natychmiastowo została
strzepnięta.
- Jeremiasz, uspokój się…
- Jeremiasz, uspokój się – powtórzył z
drwiną w głosie chłopak o jasnych włosach. – Powiedz mi jak?
- Doskonale cię rozumiem, a nikt
cię o nic nie podejrzewa, rozumiesz?
Rozumiał. On
doskonale to rozumiał, jednak nigdy nie stwierdziły tego ani na głos, ani w duchu. To było w nim
najgorsze zaraz po towarzyszącej mu na każdym kroku, ujawniającej się w
najczarniejszych momentach agresji. On był rozdarty w środku, chciał krzyczeć,
jednak bał się. Bał się samego siebie i wszystkiego co go otacza. Jego lęk
dotyczył również utraty ukochanej i powoli docierało do niego, że bez niej był
nikim. Czuł jak idzie nieodwołalnie na dno.
- Nie! – krzyknął Jeremiasz. – Ona żyje!
Chłopak
powoli zsunął się na kolana cicho łkając i powtarzając „Ona żyje” niczym
przeklętą mantrę.
*
Młody
policjant wprowadził Lawrence do celi przesłuchań. Wskazał mu miejsce gdzie ma
usiąść uprzednio zamykając kraty kluczem, który tkwił w pęku przyczepionym do
jego mundurowych spodni. Fineasz podążył za Flynnem na środek chłodnego
pomieszczenia po czym zajął miejsce po
przeciwnej stronie metalowego stolika.
-
Usiądź, śmiało – Flynn uśmiechnął się pokrzepiająco.
Lawrence
zaklął cicho uświadamiając sobie jak niewygodne jest krzesło,
szczególnie
dawało się to we znaki teraz, po kilkugodzinnym locie. Chłopak
rozmasował pulsujące miejsce na bolącym kolanie wyciągając je pod
stolikiem.
-
Nienawidzę szybkich lotów prawie tak bardzo jak zmiany czasu – zaśmiał się cicho
brunet, a w jego głosie nie było słychać żadnej radości czy też powodu do
śmiechu. Fineasz mu przytaknął.
-
Chciałbym wiedzieć jakie były ich relacje – zaczął powoli Fineasz
-
Niewiele wiem – Flynn uśmiechnął się gorzko. – Jeremiasz nie należy do
zbytnio
wylewnych, ale mogę zaświadczyć, że kochał ją całym sercem. Przy niej
zawsze
się wyciszał, traktował ją niczym najcenniejszy skarb. Czasami miewałem
wrażenie jakby zasłaniał ją własnym ciałem nie dając innym na nią
patrzeć.
-
A jaki był stosunek Fredki do Jeremiasza? – przerwał mu Fineasz zauważając, że Lawrence za
wszelką cenę próbuje pominąć ten temat.
-
Tu już nie było tak kolorowo. Nie ukrywajmy, Fredka była nie tylko strasznie ładna,
ale również seksowna co wzbudzało sporą uwagę mężczyzn i kilka razy to wykorzystała –
niechętnie skrzywił się Lawrence. – W dodatku mogę też powiedzieć z moich własnych
stwierdzeń, że Free bardzo upodobała sobie owijanie płci przeciwnej wokół palca.
Rozmawiałem z dziewczyną może cztery razy w swoim życiu, a próbowała na mnie
swoich sztuczek.
Fineasz
podsumował szybko w swojej głowie co już na pierwsze zetknięcie zarówno wykluczyło
kilka przewidywanych przez niego opcji jak i dodało. Czerwonowłosy dwukrotnie podkreślił
w swojej głowie przypuszczenie motywu zazdrości.
-
Hm, no dobrze – niebieskooki podrapał się niepewnie w tył głowy. – Możesz już
wyjść. Gdybym miał jeszcze jakieś pytania będę dzwonił i gdybyś też przypomniał coś sobie ty dzwoń.
Danvilleczyk
wstał po czym ciężkim, typowym dla policjanta krokiem ruszył w stronę żelaznych
krat. Przekręcił mały kluczyk w zamku kiwając znacząco do nadal siedzącego przy
stoliku bruneta, który również powolnym krokiem podążył w tamtą stronę.
-
Radziłbym ci teraz rzadziej wychodzić z domu i bardziej na siebie uważać – Fineasz zatrzymał go w momencie, kiedy się mijali.
-
Sugerujesz, że grozi nam coś? – Brytyjczyk niepewnie zmarszczył brwi, próbując
wyszukać to, co Flynn miał przez te słowa na myśli.
-
Tego nie wiadomo, takie mam przeczucie, a lepiej jest dmuchać na zimne –
wyszeptał niebieskooki po czym Lawrence na odchodne kiwnął głową i zaczął kierować się
wzdłuż długiego, jasnego korytarza. Fineasz jeszcze długo po tym, jak sylwetka Flynna zniknęła mu na schodach z oczu stał w jednym miejscu dokładnie
analizując wszystkie informacje pozyskane od chłopaka.
*
-
No i jak? – Ferb zapytał podczas zalewania wrzątkiem kubków z herbatą.
- Lawrence i Derek wiedzą tyle samo, czyli wielkie nic, co mogłoby nam wystarczająco
pomóc, a Jeremiasza zabrał psycholog, chłopak się naprawdę bardzo załamał – wydukał tępo Fineasz
lustrując wierzch idealnie czystego stolika. – On ją kochał, jej zdarzyło się
go zdradzić… Bardzo jestem ciekaw jego reakcji na to ostatnie.
Fletcher
postawił oba kubki na stoliku następnie upijając mały łyk ze swojego. Brunet
skrzywił się czując gorąc rozpalający jego podniebienie.
-
To tak jak dziewczyny, myślisz, że mogliby się zmówić?
-
Wątpię, chłopaki nie opowiadali jakby ze scenariusza i nie wyglądało to na zwyczajnie
udawane. A co z rodziną Fredki? – Fineasz przybliżył do siebie swoją herbatę
przyglądając się koledze.
-
Matka nie kontaktuje, a ojciec i brat są pod nadzorem psychologa, nie dało się z
nimi w żaden możliwy sposób porozmawiać – mruknął cicho zniechęcony Ferb.
Fineasz
powoli czuł, że sytuacja staje się o stokroć trudniejsza niż przewidywał,
jednak posiadał w sobie odrobinę upartości i nie miał nawet najmniejszego
zamiaru przyznać się do tego. Za każdym razem, kiedy przez jego głowę
przechodził obraz opadającego na ziemię Zayna czy chociażby wyobrażenie załamanej
matki Fredka cała determinacja zamieniała się w niewidzialny pył.
-
Myślisz, że damy radę? – z zamyślenia wyrwał go Olly, który jakby czytał w jego
myślach i wyczuł tę chwilę.
-
Musimy – wyszeptał Horan upijając łyk herbaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz