poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Chapter one

      Jeszcze chwilę zajęło zanim Fineasz pokładał wszystkie zebrane myśli w swojej głowie. Najpierw, zaraz po ustaleniu w jakiej jest sytuacji na myśl przyszedł mu stojący obok Ferb, który posiadał zaledwie o rok większe doświadczenie. Dobrych policjantów o sporej wprawie w takim mieście jakim jest Danvill nie brakowało, a do zadania wręcz przesiąkniętego intrygą, kłamstwami i głęboko ukrytymi tajemnicami idzie robaczek z zaledwie czterema miesiącami doświadczenia. Flynn podświadomie wyczuł w tym nieznany jeszcze nikomu interes van Stomma, jednak w żaden możliwy sposób nie mógł zrozumieć jaki. Każdy na stanowisku Buforda mógł łatwo przeanalizować, że początkujący posterunkowy nie da sobie rady z tak wysokiej wagi zadaniem, z którym wiązało się również odpędzanie się od mediów. Ciągle jednak pozostaje pytanie, które poczęło wyrządzać nieprzyjemny ból w głowie Danvilleczyka: Co nadkomisarz van Stomm chciał przez to zdobyć?
               
*
Fineasz upił ostatni łyk swojej już czwartej kawy tej nocy przerzucając kolejną kartkę. Młody mężczyzna skrzywił się na smak goryczy w ustach po czym odstawił beżowy kubek z głośnym hukiem na jasny, sosnowy stolik. Sprawa tak jak ocenił na pierwszy rzut oka była wielką plątaniną, gdyż dwudziestoletnia Fredka w swoim krótkim życiu pełniła pracę jako piosenkarka na światową skalę z chłopakiem o podobnym stanie co dawało milion różnych przypuszczeń. Fan, fanka, chociażby kolega z pracy zarabiający więcej, to mógł być każdy co bardzo utrudniało całą sprawę.
                - Ferb, sprowadź mi tu natychmiast oba te zespoły! – krzyknął czerwonowłosy podrywając się gwałtownie z miejsca co sprawiło lekki podmuch wiatru. Teraz dzięki temu cała górna warstwa kartek znalazła się na podłodze.
                - To nic nie da, zespół tej dziewczyny ma od dwóch tygodni urlop, więc każda z nich prowadzi w miarę spokojne życie w swoim rodzinnym domu, a chłopaka w trasie koncertowej po Ameryce… - mruknął niechętnie Ferb zmieniając pozycje na teoretycznie wygodniejszą.
                Jedyną osobą, której niebieskooki ufał w stu procentach był Fletcher, który nie licząc wszystkich działów policyjnych z okręgu całego Danvill, psychologów i detektywów,  których miał na wyciągnięcie ręki pomagał mu przy tej żmudnej pracy. Ten jednak niestety preferował smaczną drzemkę chociażby na niewygodnej  kanapie w policyjnym biurze niżeli całonocne przeglądanie akt.
                - Natychmiast – z lekka zniecierpliwiony Fineasz powtórzył ostrym tonem. Doprawdy trudno było ruszyć jego stalowe nerwy, jednak Fletcher powoli dążył już do perfekcji w tej dziedzinie.
*
                W powietrzu unosił się ostry dym papierosowy, który wydobywał się prosto ze szluga Fletcher. Mężczyzna ostatni raz, mocno zaciągnął się tytoniową wonią, po czym cisnął „zatruwaczem” (jak to zawsze mawiała jego matka) w czarną, kwadratową popielniczkę.
                Pokoik był mały, jednak nie sprawiał poczucia babcinej przytulności. Szare ściany i ciemna, brązowa podłoga oraz małe, zakratowane okna twardo uniemożliwiały to. Przy ścianie stały trzy krzesła, a naprzeciwko ich jeszcze jedno, które dumnie zajmował Ferb Fletcher. Mężczyzna na zmianę wpatrywał się to w dokumenty, to w siedzące przed nim przerażone dziewczyny.
                - Komplet – mruknął jakby sam do siebie.
                Drobna dziewczyna o brązowych włosach, która (według jego domysłów) nazywała się Vanessa zwróciła jego uwagę.
                - Właściwie to nie, brakuje Fredki.
                Ferb zaśmiał się gorzko w duchu. Dokładnie w tej sekundzie uświadomił bowiem sobie, że za chwilę będzie musiał powiadomić trzy młode dziewczyny o śmierci ich przyjaciółki. Coś, w głębi Fletchera gwałtownie się poruszyło sprawiając ból. Stres? Strach? Nic z tych rzeczy. Należało to według jego do rzeczy tysiąckroć gorszych niż zżerający cię stres przed ważnym sprawdzianem czy też lęk po obejrzeniu horroru. Równało się to bardziej do boleści związanej ze złamaniem nogi bądź wbiciem noża w rękę.  
                - To, co zaraz powiem… nie będzie należało do tego, co najmilsze – wychrypiał. – Wczoraj po południu znaleziono ciało Ferdki.
                Nastąpiła cisza, która pożerała każdego znajdującego się w pomieszczeniu od środka. Vanessa boleśnie, aż do pobielenia knykci zacisnęła pięści, dało się zauważyć jak bardzo próbowała się nie rozpłakać. Zuzia, która przedstawiła się Ferbowi zaraz przed wejściem do pokoiku otarła jedną, samotnie spływającą po policzku łzę, która niczym ciężarek na sznurku pociągnęła za sobą następne. Jesy za to schowała twarz w dłoniach, jakby chcąc odizolować się od wszystkiego, co ją otacza.
                Nagle z osłupienia wszystkich wyrwała Zuzia, która niczym wyłowiona z wody zaciągnęła się powietrzem odzyskując „przytomność”.
                - Czy Jeremiasz o tym wie?
*
                Zaraz obok, we wręcz identycznym pomieszczeniu odbywała się podobna rozmowa, w tej jednak brali udział sami mężczyźni.
                Fineasz mruknął kilka niezrozumiałych przekleństw kiedy przez przypadek zatrzęsły mu się ręce i upuścił wszystkie kartki na ziemię. Czerwonowłosy pośpiesznie pozbierał wszystkie papiery i z powrotem usadawiając się na kancie taniego biurka przeleciał wzrokiem po zdezorientowanych twarzach chłopaków siedzących przed nim.
                On znał już całą prawdę, a w dodatku nie zginął nikt z jego rodziny co wywołało u niego o wiele mniejszy smutek niżeli kiedy umarłby ktoś mu bardzo bliski. Potrafił jednak doskonale wyobrazić sobie to, co czuję się zarówno siedząc w niepewności jak i wiedząc już wszystko.
                - Cześć – zaczął cicho, jednak wypowiadanie dalszych słów uniemożliwiła mu ogromna, gromadząca się w jego gardle gula.
                Niebieskooki cicho odchrząknął.
                - Cześć, jestem Fineasz Flynn z Danvillskiego Wydziału Policji Kryminalnej, spokojnie możemy być sobie na „ty”, jestem jakby nie było niewiele od was starszy, prawda? Nie musicie się stresować, żadnemu z was póki co nie grozi nic złego, jednak jesteście tu by dowiedzieć się czegoś…
                Niebieskie oczy dokładnie zbadały reakcje każdej twarzy. Nie było dla niego zdziwieniem, że zagościł na nich jeszcze większy lęk.
                - Jestem Lawrence, ale tak właściwie czego się dowiedzieć? – odezwał się najbliżej siedzący okna brunet marszcząc brwi.
                W gardle Fineasza zagościła kolejna, nieprzyjemnie drażniąca gula, która tym razem była znacznie większa od swojej poprzedniczki. Chłopak powtarzał sobie w duchu, że tak tylko mu się wydaje, jednak kiedy spróbował wypowiedzieć jakieś słowo przekonał się, że jest przeciwnie niż sobie wpaja. Mógł spokojnie dać uciąć sobie rękę w zakładzie, że denerwował się równie co siedzący przed nim Lawrence, Louis i Jeremiasz, których imiona znał z akt.
                Wreszcie wziął się na odwagę, aby wychrypieć:              
                - Wczoraj w okolicach godziny piętnastej znaleziono ciało Fredki Flynn w jej domu, w Danvill.
                Podobnie jak w pokoju obok zapadła teraz okropna, grobowa cisza. Liam nie dowierzał, próbował nawet dopatrzeć się w twarzy policjanta chociażby krzty drwiny czy oznaki głupiego żartu, jednak szybko dotarło do niego, że nie miałoby to nawet najmniejszego sensu. Siedzący pośrodku Louis podobnie jak Jesy schował swoją twarz w smukłych dłoniach.
                - Żartujesz sobie? Żartujesz! Czy ty siebie słyszysz? Ona nie mogła zginąć, jest młoda, ma przed sobą całe życie… Powiedz jeszcze, że mnie podejrzewacie o to zabójstwo, a będą mnie od ciebie odciągali – ryknął Jeremiasz gwałtownie wstając.
                Chłopak powoli zbliżał się na niebezpieczną odległość do Fineasza, jednak ten ani drgnął, nawet nie przejmując się tym. Spodziewał się różnych reakcji i tak właśnie wyglądała jedna z nich. Na ramieniu Johnsona szybko znalazła się ręka Lawrence, która natychmiastowo została strzepnięta.
                - Jeremiasz, uspokój się…
                - Jeremiasz, uspokój się – powtórzył z drwiną w głosie chłopak o jasnych włosach. – Powiedz mi jak?
                - Doskonale cię rozumiem, a nikt cię o nic nie podejrzewa, rozumiesz?
                Rozumiał. On doskonale to rozumiał, jednak nigdy nie stwierdziły tego ani na głos, ani w duchu. To było w nim najgorsze zaraz po towarzyszącej mu na każdym kroku, ujawniającej się w najczarniejszych momentach agresji. On był rozdarty w środku, chciał krzyczeć, jednak bał się. Bał się samego siebie i wszystkiego co go otacza. Jego lęk dotyczył również utraty ukochanej i powoli docierało do niego, że bez niej był nikim. Czuł jak idzie nieodwołalnie na dno.
                - Nie! – krzyknął Jeremiasz. – Ona żyje!
                Chłopak powoli zsunął się na kolana cicho łkając i powtarzając „Ona żyje” niczym przeklętą mantrę.
*
                Młody policjant wprowadził Lawrence do celi przesłuchań. Wskazał mu miejsce gdzie ma usiąść uprzednio zamykając kraty kluczem, który tkwił w pęku przyczepionym do jego mundurowych spodni. Fineasz podążył za Flynnem na środek chłodnego pomieszczenia  po czym zajął miejsce po przeciwnej stronie metalowego stolika.
                - Usiądź, śmiało – Flynn uśmiechnął się pokrzepiająco.
               Lawrence zaklął cicho uświadamiając sobie jak niewygodne jest krzesło, szczególnie dawało się to we znaki teraz, po kilkugodzinnym locie. Chłopak rozmasował pulsujące miejsce na bolącym kolanie wyciągając je pod stolikiem.
                - Nienawidzę szybkich lotów prawie tak bardzo jak zmiany czasu – zaśmiał się cicho brunet, a w jego głosie nie było słychać żadnej radości czy też powodu do śmiechu. Fineasz mu przytaknął.
                - Chciałbym wiedzieć jakie były ich relacje – zaczął powoli Fineasz
                - Niewiele wiem – Flynn uśmiechnął się gorzko. – Jeremiasz nie należy do zbytnio wylewnych, ale mogę zaświadczyć, że kochał ją całym sercem. Przy niej zawsze się wyciszał, traktował ją niczym najcenniejszy skarb. Czasami miewałem wrażenie jakby zasłaniał ją własnym ciałem nie dając innym na nią patrzeć. 
                - A jaki był stosunek Fredki do Jeremiasza? – przerwał mu Fineasz zauważając, że Lawrence za wszelką cenę próbuje pominąć ten temat.
                - Tu już nie było tak kolorowo. Nie ukrywajmy, Fredka była nie tylko strasznie ładna, ale również seksowna co wzbudzało sporą uwagę mężczyzn i kilka razy to wykorzystała – niechętnie skrzywił się Lawrence. – W dodatku mogę też powiedzieć z moich własnych stwierdzeń, że Free bardzo upodobała sobie owijanie płci przeciwnej wokół palca. Rozmawiałem z dziewczyną może cztery razy w swoim życiu, a próbowała na mnie swoich sztuczek.
                Fineasz podsumował szybko w swojej głowie co już na pierwsze zetknięcie zarówno wykluczyło kilka przewidywanych przez niego opcji jak i dodało. Czerwonowłosy dwukrotnie podkreślił w swojej głowie przypuszczenie motywu zazdrości.
                - Hm, no dobrze – niebieskooki podrapał się niepewnie w tył głowy. – Możesz już wyjść. Gdybym miał jeszcze jakieś pytania będę dzwonił i gdybyś też przypomniał coś sobie ty dzwoń. 
                Danvilleczyk wstał po czym ciężkim, typowym dla policjanta krokiem ruszył w stronę żelaznych krat. Przekręcił mały kluczyk w zamku kiwając znacząco do nadal siedzącego przy stoliku bruneta, który również powolnym krokiem podążył w tamtą stronę.
                - Radziłbym ci teraz rzadziej wychodzić z domu i bardziej na siebie uważać – Fineasz zatrzymał go w momencie, kiedy się mijali.
                - Sugerujesz, że grozi nam coś? – Brytyjczyk niepewnie zmarszczył brwi, próbując wyszukać to, co Flynn miał przez te słowa na myśli.
                - Tego nie wiadomo, takie mam przeczucie, a lepiej jest dmuchać na zimne – wyszeptał niebieskooki po czym Lawrence na odchodne kiwnął głową i zaczął kierować się wzdłuż długiego, jasnego korytarza. Fineasz jeszcze długo po tym, jak sylwetka Flynna zniknęła mu na schodach z oczu stał w jednym miejscu dokładnie analizując wszystkie informacje pozyskane od chłopaka.
*
                - No i jak? – Ferb zapytał podczas zalewania wrzątkiem kubków z herbatą.
                - Lawrence i Derek wiedzą tyle samo, czyli wielkie nic, co mogłoby nam wystarczająco pomóc, a Jeremiasza zabrał psycholog, chłopak się naprawdę bardzo załamał – wydukał tępo Fineasz lustrując wierzch idealnie czystego stolika. – On ją kochał, jej zdarzyło się go zdradzić… Bardzo jestem ciekaw jego reakcji na to ostatnie.
                Fletcher postawił oba kubki na stoliku następnie upijając mały łyk ze swojego. Brunet skrzywił się czując gorąc rozpalający jego podniebienie.
                - To tak jak dziewczyny, myślisz, że mogliby się zmówić?
                - Wątpię, chłopaki nie opowiadali jakby ze scenariusza i nie wyglądało to na zwyczajnie udawane. A co z rodziną Fredki? – Fineasz przybliżył do siebie swoją herbatę przyglądając się koledze.
                - Matka nie kontaktuje, a ojciec i brat są pod nadzorem psychologa, nie dało się z nimi w żaden możliwy sposób porozmawiać – mruknął cicho zniechęcony Ferb.
               Fineasz powoli czuł, że sytuacja staje się o stokroć trudniejsza niż przewidywał, jednak posiadał w sobie odrobinę upartości i nie miał nawet najmniejszego zamiaru przyznać się do tego. Za każdym razem, kiedy przez jego głowę przechodził obraz opadającego na ziemię Zayna czy chociażby wyobrażenie załamanej matki Fredka cała determinacja zamieniała się w niewidzialny pył.
                - Myślisz, że damy radę? – z zamyślenia wyrwał go Olly, który jakby czytał w jego myślach  i wyczuł tę chwilę.
                - Musimy – wyszeptał Horan upijając łyk herbaty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz